Tytułem wstępu.
Kilka lat temu, gdy rodzina nasza się zaczęła powiększać, a przestrzeń życiowa robiła się coraz ciaśniejsza, Megankowie zaczęli marzyć o większej przestrzeni.
Z biegiem czasu, marzenia zaczeły się materializować.
Zaczęliśmy szukać tego jedynego, najpiękniejszego miejsca na ziemi, na którym stanie NASZ DOM.
W końcu, po wielu przejściach, odnaleźliśmy. Spokojna okolica, obrzeża większego miasteczka.
Tak oto, w czerwcu 2011 roku, staliśmy się włascicielami kawałka ziemi na Słonecznym Wzgórzu.
Wybór projektu nie był łatwy. Ogłądaliśmy, dyskutowaliśmy, spieraliśmy się. Nadszedł dzień, w którym znaleźliśmy ten jeden, jedyny. Wybór padł ma projekt Przy Przyjaznej 8. Niestety linia kalenicy niezgodna z WZ. Wizyta w gminie, niby do zrobienia, jedyny punkt nie do ruszenia to kąt nachylenia dachu. Spotkanie z projektantem (bardzo polecanym, super, światny, najlepszy i same ochy i achy). Pan orzekł, że to zajmie mnóstwo czasu. Zrezygnowani wróciliśmy do domu. Oczywiście pan dał nam katalog projektów. Oglądamy, nic ciekawego dla nas. Znowu setki stron, projektów. Wszystkie wydają się takie same. Kilka dni oddechu. Trzeba nabrać dystansu.
Kolejne poszukiwania przyniosły wybór. Wschód słońca od muratora. Spotkania z projektantem, :no nie, ten projekt do was nie pasuje", "po co nam sypialnia na górze, przecież gospodarze powinni być na dole", i jeszcza cała masa innych argumentów. Znowu podsunął nam katalog wybranej pracowni, przegląda i pokazuje od czapy projekty: dwie sypianie na dole, dwie na górze. Nie dla nas, ale "przecież będzie dla Was najlepszy". Moje granice cierpliwości dawno gość przekroczył, Mąż jeszcze się trzyma.
W końcu trzeba było tupnąć nogą, że to ma być nasz dom, ma pasowaćdo naszego stylu życia, ma spełniac nasze założenia.
Zacząły się problemy z terminowością. Panu ewidentnie nie zależało. Po pół roku rzekomej pracy nad projektem, po wielu wizytach, w końcu złożył dokumenty do PnB.
Szczęśliwi, w skowronkach pobiegliśmy odebrać, i sszybko do wykonawcy z dokumentami. Ten za głowę się złapał. Pan wrzucił 8 lanych słupów na pełną wysokość, góra lana. Ogromne koszty. I co teraz, przecież z tego miejsca się człowiek nie cofa.
Komentarze